Zgodnie z art. 2 ust. 1 pr. aut. opracowanie cudzego utworu, w szczególności tłumaczenie jest przedmiotem prawa autorskiego bez uszczerbku dla prawa do utworu pierwotnego. Czym właściwie jest opracowanie cudzego utworu? Ustawodawca zastosował w tym przypadku podobną technikę legislacyjną, jak w art. 1 pr. aut., bowiem również nie sprecyzował jak należy interpretować pojęcie opracowania. Zdaniem Ewy Laskowskiej-Litak kierując się wykładnią literalną, należałoby pod tym pojęciem rozumieć przerobienie utworu pierwotnego. Należy w związku z tym uznać to za takie działania twórcze przekształceniowe podejmowane na utworze wyjściowym, których efektem końcowym jest zupełnie nowy przedmiot, manifestujący twórczość i indywidualność autora opracowania. Nie technika więc, ani metodyka pracy na utworze wyjściowym, ale efekt końcowy jest relewantny dla oceny, czy jako utwór zależny stanowić będzie przedmiot prawa autorskiego.
Jako przykłady opracowania ustawodawca wymienia w katalogu otwartym tłumaczenie, adaptację oraz przeróbkę. Jednakże ustawodawca nie precyzuje żadnych dodatkowych wymogów dla opracowania utworu ponad to, że utwór pierwotny musi być przedmiotem prawa autorskiego. Oznacza to, że utwór zależny może zawierać jedynie część utworu pierwotnego, a nie cały wytwór intelektualny. Z prawnego punktu widzenia bardziej istotna jest więc jakość przekształceń utworu pierwotnego niż ich ilość lub stopień.
W literaturze prawniczej wskazuje się, że stosunkowo najmniej kontrowersyjnym przykładem utworu zależnego jest właśnie tłumaczenie utworu chronionego, bowiem polega na przekształceniu warstwy językowej utworu pierwotnego na inną z natury, co sprawia, że jest zasadniczo ograniczone do utworów wyrażonych słowem oraz tych części pozostałych utworów, które zawierają warstwę tekstową. Polega więc na rekonstrukcji warstwy tekstowej utworu macierzystego w innym niż pierwotnym języku, na czym swoje uzasadnienie oparł Sąd Administracyjny w Poznaniu w swoim wyroku z dnia 12 marca 1997 r. (sygn. akt I ACa 76/97) oraz Sąd Administracyjny w Krakowie w wyroku z dnia 29 października 1997 r. (sygn. akt I ACa 477/97). Zasadniczo pomimo ograniczenia treścią utworu macierzystego przyjmuje się jednak, że dobór odpowiedniego słownictwa, wybór składni, oddanie kontekstu całości utworu macierzystego świadczyć mogą o znacznym zakresie swobody twórczej tłumacza. Jak trafnie dostrzega E. Traple, „natężenie pierwiastka twórczego w tłumaczeniu będzie różne i przede wszystkim zależne od tego, jakiego rodzaju wytwór intelektualny jest przedmiotem tłumaczenia: relatywnie duży zakres decyzyjny przysługiwać będzie tłumaczowi utworu literackiego w porównaniu do znacznie zawężonego pola wyboru w przypadku tłumaczenia dokumentacji technicznej, o ile przyznana zostałaby jej w ogóle kwalifikacja przedmiotu prawa autorskiego.” Zdecydowanie łatwiej będzie bowiem uznać twórczy charakter przekładu dramatu Williama Shakespeare’a niż instrukcji obsługi miksera. Bezsprzecznie tłumaczenie tekstów technicznych pozostawia tłumaczowi niewiele swobody, bowiem jego zadanie na znalezieniu polskiego odpowiednika obcego terminu technicznego, a hermetyczność języka zasadniczo wyklucza stosowanie synonimów. Nawiązując jednak do zasady uniezależnienia ochrony od poziomu twórczości, stopień natężenia, o którym mowa, pozostaje irrelewantny w przypadku oceny, czy dane tłumaczenie jest przedmiotem prawa autorskiego. Jeżeli tekst techniczny można przetłumaczyć na różne sposoby, to zdaniem Rafała Sarbińskiego, obecność pierwiastka twórczego wydaje się prawdopodobna.
Widoczne jest to na przykładzie trzech polskich orzeczeń. Pierwszym z nich jest wyrok Sądu Najwyższego z dnia 23 stycznia 2003 roku (sygn. akt II CKN 1399/00, OSP 2004/3, poz. 36), w którym zgodnie z orzeczeniem odmówiono statusu utworu zależnego tłumaczeniu warstwy słownej utworu audiowizualnego (krótki film reklamowy materiałów biurowych), opierając się na opinii biegłego językoznawcy, zgodnie z którą „tłumaczenie (...) stanowi jedynie poprawne odtworzenie w języku polskim wersji francuskojęzycznej”. Takie rozumowanie prowadzi do wniosku, że w przypadku prawidłowego, ale typowego wyboru słownictwa i składni nie dochodzi do spełnienia podstawowych i konstytutywnych przesłanek twórczości. Po drugiej stronie należy natomiast ulokować późniejszy wyrok Sądu Najwyższego z dnia 24 lipca 2009 roku (sygn. akt II CSK 66/09), w którym przyznano ochronę prawnoautorską jako utworu zależnego tłumaczeniu Encyklopedii Muzyki Popularnej, a konkretniej tłumaczeniom haseł encyklopedycznych, co Sąd Najwyższy uzasadnił w ten sposób, że „tłumaczenie z języka obcego na język polski może być utworem (...), jeżeli zawiera niezbędne cechy, które musi posiadać każdy utwór. Musi to więc być taki przejaw działalności twórczej, który ma indywidualny charakter”. Stanowisko to, choć odbiegające znacznie od poprzednio cytowanego, zasadniczo zgodne jest jednak z dotychczas formułowanymi wnioskami, dla przyznania statusu utworu zależnego nie wystarcza bowiem sam fakt przekształcenia warstwy językowej, ale konieczne jest jeszcze spełnienie przesłanek konstytutywnych dla przedmiotu prawa autorskiego wyrażonych w art. 1 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Zupełnie skrajne stanowisko zaprezentowano natomiast w wyroku Sądu Administracyjnego w Katowicach z dnia 27 maja 2010 roku (sygn. akt I ACa 129/10), w którym stwierdzono w odniesieniu do słownika rozmówek polsko-rumuńskich, że: „Tego rodzaju działalność niewątpliwie jest twórczą i ma charakter indywidualny. Z większego zbioru słów i zwrotów musiano dokonać wyboru tych, które wydawca uznał za najbardziej przydatne dla ewentualnego użytkownika słownika czy rozmówek. Bez specjalistycznej wiedzy można uznać za pewnik, że inna osoba dokonująca zestawienia słów i zwrotów w języku polskim do tłumaczenia na język rumuński dokonałaby ich wyboru w odmienny sposób niż uczyniła to [powódka]”. W konsekwencji Sąd Apelacyjny przyjął dość niebezpiecznie, że „każde tłumaczenie cudzego utworu, z zastosowaniem wyłączeń o jakich mowa w art. 4 ustawy o prawach autorskich i pokrewnych jest przedmiotem prawa autorskiego”. Zdaniem Ewy Laskowskiej-Litak spośród wyżej wspomnianych stanowisk polskich sądów żadne nie wydaje się w pełni satysfakcjonujące. Przede wszystkim nie można z góry wykluczyć, że tłumaczenie opierające się w przeważającej mierze na doborze prostego, podstawowego słownictwa nie będzie jednak przejawiało w minimalnym, ale wystarczającym zakresie elementów indywidualnych, zdatnych do bycia przedmiotem prawa autorskiego. Z drugiej strony, nie można też automatycznie przyjmować, że tłumaczenie tekstu zawsze będzie stanowić przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, każdorazowo oceniać należy bowiem, czy w ramach działalności tłumacza doszło do powstania nowego, samodzielnego obiektu i w ramach swojej pracy tłumaczowi przysługiwała swoboda twórcza w stopniu wystarczającym dla przyznania kwalifikacji przedmiotu prawa autorskiego. Statusu utworu zależnego nie można bowiem zasadniczo przypisać w przypadku tłumaczeń np. cennika, prostej instrukcji czy opisu składu produktu spożywczego. W tej mierze aktualne pozostaje więc stanowisko wyrażone przez Sąd Najwyższy w przedwojennym wyroku z dnia 06 września 1937 roku (sygn. akt I K 651/37, OSN(K) 1938/2, poz. 45), że ocena twórczości utworu zależnego opierać się musi na badaniu, „(...) czy autor z elementów (...) powszechnie znanych lub przez autora poprzednio widzianych potrafił stworzyć osobiste dzieło sztuki, czy też jego utwór jest tylko odtworzeniem istniejącego już kształtu artystycznego”.
Zdaniem R. Sarbińskiego, autora Komentarza do art. 2 ustawy o prawach autorskich i prawach pokrewnych, punktem wyjścia uznania tłumaczenia za przedmiot prawa autorskiego jest zasadnicza nieprzekładalność oryginału wynikająca z indywidualności każdego języka i jego idiomatyczności, odmiennej ekspresji i aluzyjności, a także specyficzne uwarunkowania społeczne i kulturowe języka, w którym powstał tekst pierwotny. Innymi słowy, choć za cel tłumaczenia należy uznać przekazanie wszystkich wartości przekładanego dzieła, w praktyce jest to niemożliwe. Nawiązując do znanego powiedzenia, iż tłumaczenia są „albo piękne, albo wierne”, można stwierdzić, że przed autorem tłumaczenia stoi konieczność wyboru w ramach istniejących słów, zwrotów, elementów składni czy konwencji językowych. Wyboru tego dokonuje się według wskazanych wyżej reguł transformacji. Wierność oryginałowi stanowi raczej problem praw osobistych twórcy oryginału niż element konstytutywny tłumaczenia.
W judykaturze trudno się doszukać pogłębionych analiz przesłanki twórczości w przypadku tłumaczeń, choć sama prawnoautorska ochrona tłumaczeń nie tylko nie budzi wątpliwości, lecz także skłania do sformułowań generalnych. W wyroku z dnia 27 maja 2010 roku (sygn. akt I ACa 129/10) Sąd Apelacyjny w Katowicach przyjął, że każde tłumaczenie cudzego utworu, z zastosowaniem wyłączeń, o jakich mowa w art. 4 pr. aut., jest przedmiotem prawa autorskiego. Według bardziej elastycznej oceny Sądu Najwyższego tłumaczenie z języka obcego na język polski może być utworem w rozumieniu Prawa autorskiego, jeżeli zawiera niezbędne cechy, które musi posiadać każdy utwór (wyrok SN z 24 lipca 2009 r., sygn. akt II CSK 66/09).
Ostatnią, równie ważną kwestią w kontekście analizy tłumaczeń jako przedmiotu praw autorskich jest kwestia autorskich praw zależnych i związanych z nimi konsekwencji prawnych, zarówno dla autora tekstu pierwotnego, jak i tłumacza. Niezaprzeczalnie opracowanie stanowi odrębny utwór. Ze względu jednak na to, że jego eksploatacja oznacza jednoczesne korzystanie z dzieła macierzystego, niezbędne było normatywne rozstrzygnięcie kolizji interesów autora opracowania i autora dzieła pierwotnego. Ustawodawca niezmiennie i słusznie uznaje prymat interesów twórcy oryginału. Zgodnie z art. 2 ust. 2 ustawy o prawach autorskich i prawach pokrewnych, rozporządzanie i korzystanie z opracowania zależy od zezwolenia twórcy utworu pierwotnego, chyba że autorskie prawa majątkowe do utworu pierwotnego wygasły. Niniejszy przepis zawiera definicję autorskich praw zależnych, czyli praw autorskich do opracowania.
Ich zależność polega na tym, że na korzystanie musi wyrazić zgodę podmiot praw autorskich do oryginału. Niedopełnienie obowiązku uzyskania zgody skutkować będzie bezprawnością korzystania i groźbą roszczeń z tytułu naruszenia. Jak trafnie ujął to Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 15 września 1986 roku (sygn. akt I CR 139/86) na podstawie poprzednio obowiązującej ustawy, zezwolenie, o którym mowa w art. 3 § 2 ustawy z 1952 r. o prawie autorskim, wymagane jest wówczas, gdy rozpowszechnianie utworu ma nastąpić w zmienionej postaci, co prowadzi do kolizji z cudzym prawem autorskim, i wprowadzone zostało w celu uniknięcia takiej kolizji.
U podstaw omawianej regulacji tkwi uzasadniona ocena, że eksploatacja opracowania stanowi jednocześnie eksploatację dzieła pierwotnego. Okoliczność, iż eksploatacja opracowania oznacza w istocie korzystanie z co najmniej dwóch utworów: pierwotnego i pochodnego, powoduje istotne konsekwencje praktyczne. Użytkownik pragnący zgodnie z prawem korzystać z opracowania powinien co do zasady uzyskać odpowiednie uprawnienie od podmiotów praw do obu dzieł. Uzyskanie uprawnienia jedynie od osoby uprawnionej do dzieła macierzystego nie jest wystarczające i rozpoczęcie tylko na tej podstawie korzystania z opracowania skutkuje naruszeniem praw autorskich do niego. Tytułem przykładu można wskazać, że wydawca książek, który chce wydać nową powieść Harlana Cobena w polskim przekładzie, powinien zawrzeć umowę z amerykańskim pisarzem i z autorem przekładu.
Wobec powyższego, należy uznać, że tłumaczenie w myśl ustawy o prawach autorskich i prawach pokrewnych jest utworem zależnym, a tym samym związane są z nim konsekwencje prawne zarówno dla autora tekstu pierwotnego, jak i tłumacza. Należy przy tym pamiętać, że zgodnie z art. 2 ust. 2 wyżej wymienionej ustawy rozporządzanie i korzystanie z opracowania, tj. tłumaczenia, zależy od zezwolenia twórcy utworu pierwotnego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz