wtorek, 4 lutego 2020

Recenzja „Chirurga” Tess Gerritsen

        „Zło nigdy nie umiera. Przybiera tylko nowe formy. Jeśli raz spotkało nas nieszczęście, to nie znaczy, że jesteśmy odporne na powtórne zranienie. Piorun może uderzyć dwa razy.” Powieść Tess Gerritsen zatytułowana „Chirurg” rozpoczyna dwunastotomową jak dotychczas serię, której główną bohaterką jest Jane Rizzoli, niedoceniana zarówno przez rodzinę, jak i przez kolegów z pracy, pani detektyw Wydziału Kryminalnego bostońskiej Policji. 


Akcja powieści rozpoczyna się od opisu przemyśleń samego zabójcy, który najpierw na miejscu zbrodni, a później schowany w zaciszu miejskiej kawiarni snuje rozmyślania na temat dokonanego kilka godzin wcześniej morderstwa oraz jego następstw. Krok po kroku poznajemy kolejne mroczne elementy jego niezwykle brutalnej „sztuki”. Nie bez powodu, wspomniany wyżej zabójca zostaje nazwany przez media oraz bostońską policję Chirurgiem. Jego ofiarami są młode samotne kobiety, jak się okazuje wcześniej okaleczone zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Pseudonim nadany sprawcy tego okrutnego procederu nie powstał jednak bez powodu, bowiem tytułowy bohater przeprowadza na swoich ofiarach zabieg wycięcia macicy bez znieczulenia. 


Z czasem bostońska policja ustala, że podobna seria morderstw miała miejsce dwa lata wcześniej, a ich sprawca został zastrzelony przez doktor Catherine Cordell, piękną rudowłosą lekarkę zatrudnioną w bostońskim centrum medycznym - jedyną ofiarę, której udało się ujść z życiem. Pomimo pewności, iż udało jej się uniknąć najgorszego, a co ważniejsze - zabić mordercę, Catherine znowu czuje się zagrożona. Jej jedynym sprzymierzeńcem wydaje się być Thomas Moore, detektyw współprowadzący śledztwo. Już na początku zawiązywania się akcji zostaje postawione bardzo ważne i zdecydowanie niezbędne pytanie - czy obie sprawy i obu zabójców coś łączy?


Autorka już od pierwszych stron powieści buduje napięcie przesycone niepewnością i lękiem. Czy to możliwe, że morderca zastrzelony dwa lata wcześniej przez jego niedoszłą ofiarę kolejnej mrocznej zbrodni żyje? Czy bardziej prawdopodobnym scenariuszem jest ten, w którym ktoś odwzorowuje jego makabryczne poczynania? Istnieje również trzecia możliwość, że Andrew Capra, przykładny student medycyny, gwałciciel Catherine Cordell i zabójca co najmniej czterech innych kobiet, miał wspólnika, który postanowił kontynuować rozpoczętą wcześniej serię morderstw. 

Od początku do samego końca odrywającej od rzeczywistości lektury, czytelnikowi towarzyszy jedno pytanie: jakim człowiekiem trzeba być, aby posunąć się do tak okrutnych czynów? Czy kogoś takiego wciąż można nazwać człowiekiem, czy może adekwatniejszym określeniem byłoby nazwanie takiej osoby oprawcą, potworem, bestią? 


Ukryte przed światem zewnętrznym mieszkanki skąpanego w letnim upale Bostonu, uwięzione we własnych mieszkaniach ofiary gwałtów stają się z czasem łatwym łupem dla bezwzględnego mordercy czerpiącego niekłamaną przyjemność i satysfakcję z ich nieludzkiego okaleczania. Przesiąknięte strachem i napięciem strony powieści zdają się wyczekiwać razem z czytelnikiem jakiegoś śladu zostawionego nieopatrznie przez oprawcę skrzywdzonych kobiet. Z każdą kolejną ofiarą, z każdym kolejnym rozdziałem atmosfera gęstnieje, napięcie rośnie, tylko krąg podejrzanych zdaje się zacieśniać coraz wolniej i niespiesznie.

Tytuł powieści nie pozostaje jednak bez znaczenia, bowiem morderca działa według ściśle określonych reguł i zasad. Już od pierwszej przedstawionej nam zbrodni dowiadujemy się, że potrafi bardzo wprawnie posługiwać się narzędziami chirurgicznymi, a tajniki medycyny nie stanowią dla niego czegoś nowego. Ponadto, lekturę urozmaicają co jakiś czas odesłania do przemyśleń samego mordercy, co stanowi chwilowe oderwanie się od zawiązującej się akcji, a dodatkowo daje złudzenie możliwości poznania jego kolejnego ruchu. 


Lektura dzieła współczesnej amerykańskiej autorki uświadomiła mi jako niekwestionowanej fance kryminałów i thrillerów, że powszechnym zjawiskiem zarówno wśród autorów, jak i czytelników tego rodzaju literatury, jest powstające na samym jej początku i utrzymujące się do pewnej jej części podejrzenie, że tym razem będzie to przykład zbrodni doskonałej. Bowiem czy możliwym jest, aby podczas morderstw nie zostawić po sobie żadnych śladów - czy to pod postacią DNA,  odcisków palców czy chociażby włosa? Jednakże jak dobrze wiemy, nie istnieje zbrodnia doskonała, a co za tym idzie każdy morderca powinien zostać sprawiedliwie osądzony i ukarany. 


Od momentu ukończenia pierwszej części serii nie miałam okazji sięgnąć po kolejne tomy, jednak uważam, że jest to jeden z lepszych thrillerów medycznych, a przez to na pewno godny polecenia dla osób o mocnych nerwach. Dodatkowo na uwagę zasługuje fakt, że autorka powieści jest nie również lekarzem internistą, co nadaje jej powieściom autentyczności i fachowości języka. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Recenzja serialu „Urodzona gwiazda”

Jak wspomniałam już wcześniej, przy okazji recenzji powieści Paulliny Simons „Jeździec Miedziany”, moja nauka języka rosyjskiego zaczęła...