niedziela, 26 września 2021

Recenzja serialu „Emily in Paris”


Niedawno świat zachwycił się kolejną nową produkcją Netflixa, której główną bohaterką jest tytułowa dwudziestoparoletnia Emily, ambitna dyrektorka działu marketingu z Chicago, która która niespodziewanie otrzymuje wymarzone stanowisko w Paryżu, gdzie zostaje jej powierzone opracowanie odpowiedniej strategii w mediach społecznościowych dla nowo przejętej przez jej firmę luksusowej francuskiej agencji marketingowej. Niestety, zderzenie z rzeczywistością bywa bolesne, o czym Emily boleśnie przekonuje się na własnej skórze już po przybyciu do francuskiej stolicy mody i miłości. 


W rolę głównej bohaterki wciela się urzekająco piękna Lily Collins. Paryskie kawiarenki, elegancko i modnie ubrani przechodnie, unoszący się w powietrzu zapach croissantów wymieszany z wonią najdroższych perfum i wiszącą w powietrzu miłością, z nutami francuskiej muzyki w tle, sprawiają, że nie można się nie zakochać w tym mieście. Nowe życie Emily wypełniają ciekawe przygody, niezliczone wpadki i nieoczekiwane wyzwania, jak na przykład porozumiewanie się bez znajomości francuskiego ze współpracownikami niechętnie lub wcale niemówiącymi po angielsku. Codzienne zmagania Emily w powolnym zdobywaniu sympatii nowych współpracowników, a szczególnie zmniejszaniu antypatii jej nowej szefowej ogląda się z zaciśniętymi na szczęście kciukami. Nowe przyjaźnie, szukanie miłości i zabawne perypetie głównej bohaterki czynią z tego serialu idealny przepis na spokojny wieczór po ciężkim dniu pracy lub przyjemny seans w domowym zaciszu z przyjaciółkami przy winie. 


Serial jest przepełniony modnymi stylizacjami, które pozwalają się niejednokrotnie zainspirować. Ponadto upór głównej bohaterki w dążeniu do wyznaczonych celów i jej hart ducha stanowią niesamowitą motywację w tym trudnym, jesiennym czasie.  Oczywiście, należy pamiętać, że nie jest to serial wysokich lotów i większość widzów uzna go za koloryzowany infantylny kicz, jednakże i takie produkcje można oglądać dla wytchnienia po ciężkich przejściach z np. „Squid Game”. 


Producenci już zapowiedzieli premierę drugiego sezonu serialu, która ma nastąpić w grudniu tego roku. Nie ukrywam, że zaciekawiły mnie dalsze losy Emily, szczególnie, że uwielbiam Lily Collins, dlatego nie zamierzam opuścić premiery. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Recenzja serialu „Urodzona gwiazda”

Jak wspomniałam już wcześniej, przy okazji recenzji powieści Paulliny Simons „Jeździec Miedziany”, moja nauka języka rosyjskiego zaczęła...