niedziela, 22 sierpnia 2021

Recenzja filmu „Avatar”

 

Zachęcona przez pełne zachwytu recenzje oraz możliwość obejrzenia pełnej wersji reżyserskiej filmu, zdecydowałam się wejść do tajemniczego świata planety Pandory wykreowanego przez Jamesa Camerona. Pomimo tego, że premiera światowa tego długo oczekiwanego filmu zrealizowanego z wielkim rozmachem porównywanym przez niektórych do „Titanica” tego samego reżysera przypadła na grudzień 2009 roku, to mój czas zapoznania się z tym dziełem przypadł dopiero na 2021 rok. „Avatar” został wykonany w dwóch technikach: tradycyjnej 2D oraz zupełnie nowej na pierwszą dekadę XXI wieku technikę 3D. Zdjęcia do filmu zostały wykonane do 2007 roku, jednak sama postprodukcja zajęła twórcom dwa lata. Co ciekawe, szacowany budżet całego przedsięwzięcia uplasował się na poziomie 237 milionów dolarów, co zapewniło mu trzecie miejsce pod tym względem w historii kinematografii. W rolach głównych wystąpili m.in.: Michelle Rodriguez znana z serialu telewizyjnego „Zagubieni”, Giovanni Ribisi z „Szeregowca Ryana”, Wes Studi, któremu sławę przyniósł film „Tańczący z wilkami” oraz Zoe Saldana z „Terminalu”. 


Film reżysera „Titanica” oraz „Terminatora” przenosi nas do roku 2154 na nowo odkrytą przez ludzkość Pandorę - księżyc planety Polyphemus w układzie Alfa-Centauri, czyli miejsce nadzwyczaj bogate w złoża minerału mogącego w szybki sposób rozwiązać narastający na Ziemi kryzys energetyczny. Z uwagi na fakt, że ekosystem planety uniemożliwia swobodną egzystencję człowieka, zostaje utworzony specjalny program militarny o nazwie „Avatar”. Genetycy zaangażowani w to wielkie przedsięwzięcie, na wzór zamieszkującej tam humanoidalnej rasy Na’vi, wysokiej na dziesięć stóp i pokrytej niebieską skórą, żyjącej w swoim świecie w zgodzie z naturą zachowaną w nienaruszonym stanie, tworzą specjalne hybrydy - istoty sterowane myślami człowieka. Do tego zadania zostaje powołany m.in. główny bohater, czyli sparaliżowany od pasa w dół w wyniku walk na Ziemi były komandos Jake Sully, w którego rolę wcielił się amerykański aktor Sam Worthington znany z takich filmów, jak m.in. „Przełęcz ocalonych”, czy „Everest”. Za udział w programie zostaje mu złożona obietnica odzyskania zdrowego ciała. Jake dołącza do pułkownika Milesa Quadritcha, dowodzącego tajną jednostką Secops, i rozpoczyna infiltrowanie Na’vi. Za sprawą ludzi, poszukujących cennych minerałów na terenie Pandory, egzystencja Na'vi jest poważnie zagrożona. Jake niejako zaślepiony chęcią odzyskania zdrowego ciała, nieświadomie staje się częścią tej ingresji. Jednakże były marines nie przewiduje, że zaprzyjaźni się z lokalną społecznością, a na skutek podjętych przez siebie niekoniecznie właściwych decyzji znajdzie się w trudnej sytuacji, w której przyjdzie mu zmierzyć się z tajemnicami planety i walką o przetrwanie nie tylko swoje, lecz także tubylców, którym postanowi pomóc. 


Zdaniem większości ludzi zaangażowanych w projekt „Avatar” człekopodobna rasa żyje na bardzo prymitywnym poziomie, jednakże w rzeczywistości są dużo bardziej zaawansowani. Sam pomysł nazwania nowo odkrytej planety bogatej w nieocenione dla człowieka złoża i surowce „Pandorą” stanowi idealną metaforę i nawiązanie do mitologicznej puszki, skrywającej i niosącej ze sobą ryzyko nieszczęścia dla wszystkich, którzy się z nią zetkną.


Cała akcja rozpoczyna się w momencie samotnego odłączenia się od grupy podczas pierwszej misji przez Jake’a, kiedy to poznaje piękną Neytiri, która ratuje mu życie. Początkowo nieufna i niepozwalającą zbliżyć się do siebie wojowniczka z klanu Omaticaya, uczy go zwyczajów i praw, jakimi rządzi się życie jej plemienia. Nietrudno przewidzieć, że wspólnie spędzany czas i zacieśniającą się między bohaterami więź powoduje zawiązanie się uczucia, skutkujące pojawieniem się poważnego dylematu Jake’a - postawienia go przed wyborem pomiędzy lojalnością w stosunku do armii i wpojoną wiarą w słuszność wydawanych rozkazów, a podążaniem za głosem uczuć, obroną tubylców i miłości. Zbliżenie się do klanu Neytiri skutkuje znalezieniem się przez głównego bohatera pomiędzy siłami militarnymi Ziemi a Na’vi. W końcu będzie musiał opowiedzieć się za jedną ze stron i wziąć udział w epickiej bitwie, która przesądzi o losach całego świata.


Dzieło Jamesa Camerona pokazuje trudny i dramatyczny wybór, przed jakim zostaje postawiony główny bohater: stanąć w obronie dobra czy wypełnić ślepo swoje zadanie, skazując tym samym nowo poznaną cywilizację, która niczemu nie zawiniła, na zagładę. Dodatkowym utrudnieniem dla Jake’a stanowi fakt, że jedynie dzięki hybrydzie, w którą wciela się w ramach programu może znowu w pełni korzystać z możliwości swojego ciała, co stanowi dla niego niewymiernie istotną i wartościową kwestię. Jednakże w obliczu czynienia dobra ze szczerego serca, podyktowanego bezinteresownym uczuciem do drugiej osoby, pewne niemożliwe na pozór zdarzenia, stają się możliwe. 


Okrzyknięty w wielu kręgach i przez wiele osób arcydziełem, na co wskazują między innymi ocena na portalu Filmweb wynosząca aż 7.4 punktów w 10-stopniowej skali, film Jamesa Camerona zrobił na mnie wrażenie, jednak nie aż tak spektakularne, jakiego mogłabym się spodziewać po zasłyszanych i przeczytanych zachwytach. Możliwe, że na moją opinię miał również duży wpływ brak zamiłowania do szeroko pojętej tematyki science-fiction. Na pewno ogromne brawa należą się twórcom za animację, która jest niezwykle bogata w efekty, dobrze wykreowany świat oraz zamieszkujące go postaci. Premiera kolejnej części została zapowiedziana na 2022 rok. Sądzę, że z czystej ciekawości oraz zaintrygowana dalszymi losami bohaterów, udam się do kina. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Recenzja serialu „Urodzona gwiazda”

Jak wspomniałam już wcześniej, przy okazji recenzji powieści Paulliny Simons „Jeździec Miedziany”, moja nauka języka rosyjskiego zaczęła...