Jak zapewne każdy z nas dobrze wie, ekranizacje powieści czy też opowiadań i różnego rodzaju dzieł literackich rządzą się swoimi prawami. W ich przypadku nigdy nie ma mowy o dosłownym przeniesieniu książki na ekrany kin czy telewizorów. Uważam, że literatura wymaga od czytelników mniejszych lub większych pokładów wyobraźni, a to wiąże się z tym, że każdy z nich może wykreować w swojej podświadomości inny obraz głównego bohatera, czy po prostu opisywanego krajobrazu. Nawet dosłowny opis zamieszczony przez autora w książce nie będzie idealnym odzwierciedlony w kinematografii. Kolejnym aspektem jest dodawanie pewnych wydarzeń, postaci czy losowych elementów w filmach i serialach, które nie wystąpiły w dziele literackim. Moim zdaniem takie zabiegi mają na celu ubogacenie fabuły, nadanie jej odpowiedniego rytmu czy wydźwięku. Niestety nierzadko producenci filmowi, a w tym przypadku głównie scenarzyści popełniają niejednokrotnie faux pas, dodając coś albo kogoś w ogóle niepasującego do całego obrazu lub nawet zaburzającego cały przekaz zamierzony przez autora literackiego.
Tak, jak pisałam już we wcześniejszej recenzji samej książki, na której kanwie powstał serial, to opowieść o dojrzewaniu oraz o tym, jaka jest prawdziwa cena geniuszu i niezwykłego talentu. W rolę głównej bohaterki, Beth Harmon wcieliła się młoda obiecująca amerykańska aktorka Anya Taylor-Joy. Elisabeth to sierota, która pod koniec lat 50. ubiegłego wieku trafia do prowadzonego w stanie Kentucky sierocińca. Dzięki gburowatemu woźnemu odkrywa w sobie niezwykły talent do szachów, jednocześnie uzależniając się od przepisywanych dzieciom leków na uspokojenie. Dziewczyna, dręczona przez własne demony i napędzana wybuchowym koktajlem ze środków odurzających podkręconym jej własnymi obsesjami, zmienia się w wyjątkowo uzdolnioną i czarującą outsiderkę, która postanawia szturmem podbić konserwatywny i zdominowany przez mężczyzn świat zawodowych szachów.
W poniższym artykule pochylę się nad obejrzanym przeze mnie od razu po przeczytaniu powieści siedmioodcinkowym miniserialem „Gambit królowej” produkcji Netflixa w reżyserii Allana Scotta oraz Scotta Franka, wyłuskując głównie pojawiające się w nim niezgodności z treścią książki. Serial stanowi ekranizację powieści Waltera Tevisa o tym samym tytule. Na samym wstępie chciałabym jednak ostrzec przed mniejszymi lub większymi możliwościami zdradzenia elementów fabuły.
Pierwszą nieścisłością z jaką spotykamy się już na wstępie serialu jest fakt, że w powieści nie zawarto imienia matki Beth, a w serialu zostaje ona nazwana z imienia i nazwiska. Według mnie taki zabieg jest całkowicie nieszkodliwy i nie ma wpływu na dalszą fabułę, a co ważniejsze pozwala nam na lepsze zidentyfikowanie się i zbliżenie się do głównej bohaterki. Jednakże bardziej znaczącym dodanym przez scenarzystę wydarzeniem jest ten, w którym Beth jedzie ze swoją matką samochodem w dniu, w którym doszło do jej śmiertelnego wypadku, co w serialu zostało ukazane jako przebijające się co jakiś czas druzgocące retrospekcje Beth. Z jednej strony taki zabieg może mieć podobny cel, jak ten ze wskazaniem dokładnego imienia matki, ale z drugiej strony wprowadza znaczącą nieścisłość w fabule, bowiem autor książki postanowił, że dziewczynka zostanie poinformowana o śmierci jedynej bliskiej osoby, kiedy będzie przebywała całkiem sama w domu. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie, co wywarłoby większy wpływ na psychikę tak małego dziecka. Kolejną zmianą naniesioną przez scenarzystę było przedstawienie dyrektorki sierocińca jako ładnej, miłej i uprzejmej kobiety. Nie oszukujmy się, w jakiej twórczości władze sierocińca zostałyby przedstawione jako tak dobre i uczynne postaci. Chyba najbardziej znaczącą zmianą w kreacji postaci było dosłowne przefarbowanie głównej bohaterki, która w powieści miała włosy brązowego koloru, a w serialu stała się ruda, co według mnie wpływa korzystnie na wyrazistość postaci. Dochodzimy do momentu, w którym Netflix zaznaczył swój podpis - Pan Fergussen, czyli jeden z opiekunów w sierocińcu na pewno nie był Afroamerykaninem. Czy byłoby to możliwe w latach 50. XX wieku, w których rozgrywa się akcja zarówno powieści, jak i serialu?
W serialu występuje dużo nieścisłości, jeśli chodzi o wiek Beth, bowiem początkowo zaznacza się, że nauczyła się grać w szachy w wieku 8 lat, a później w wieku 9 lat, co jest szczegółem, lecz może się wydawać istotne. Ciekawym elementem jest wprowadzenie opisu życia pani Wheatley, czyli adopcyjnej mamy Beth. W powieści nie było o tym nawet mowy, jednak właśnie to stanowi urok rozbudowywanej w dobrym kierunku fabuły serialu, bowiem pozwala na dokładniejsze poznanie postaci, a czasami nawet zżycie się z nią.
W trzecim odcinku, podczas wywiadu udzielanego przez Elisabeth dla magazynu Life, który został przedstawiony w serialu jako połączenie co najmniej dwóch, trzech różnych wywiadów z powieści, dziennikarka zadała pytanie o to czy Beth widzi w figurze króla szachowego swojego ojca, a w królowej matkę, wspomniała, że dziewczyna jest sierotą oraz zapytała o to, kto nauczył ją grać w szachy. Żadne z tych pytań nie wystąpiło w powieści, jednak moim zdaniem znacząco ubogaciły one fabułę serialu, bowiem słowa dziennikarki powinny w tym momencie zostać poddane analizie i przemyśleniom widza, co w moim przypadku zdecydowanie nastąpiło.
Ciekawym zabiegiem zastosowanym przez scenarzystę było wprowadzenie w czwartym odcinku krótkiej przemowy w wykonaniu Borgowa, granego przez polskiego aktora Marcina Dorocińskiego. Pomimo tego, że takie zdarzenie nie miało miejsca w powieści, to uważam, że stanowiło to bardzo ciekawą scenę i na pewno ubogaciło serial o dodatkowe emocje. Wprowadzenie KGB pilnującego na turnieju szachowym obywatela ZSRR Borgowa, a największego przeciwnika Beth, nie zostało opisane w książce, jednak jest wysoce prawdopodobne, że jeżeli akcja rozgrywałaby się naprawdę, to służby bezpieczeństwa znalazłyby się w tym miejscu. I ostatni już zabieg, z którym bardzo często można spotkać się zarówno w filmach, jak i serialach, to jakby głos komentatora, który czyta w tle myśli głównej bohaterki. Bo w jaki inny sposób przedstawić na ekranie, to co myśli odtwórca roli?
Podsumowując moje rozważania na temat samego serialu, jak i porównywanie go do powieści, stwierdzam, że produkcja Netflixa została naprawdę dobrze wykonana. Jako wymagający widz zwróciłabym krytyczną uwagę na kilka elementów, czasami wręcz szczegółów, ale jako serial oglądany niezależnie od powieści stanowi bardzo dobre dzieło.