niedziela, 25 października 2020

Kobiecość to siła


Motywacją do napisania tego artykułu była seria protestów zorganizowanych przez Ogólnopolski Strajk Kobiet, tj. polski feministyczny ruch społeczny, który powstał we wrześniu 2016 r. Został zawiązany w proteście wobec odrzucenia przez Sejm RP projektu ustawy „Ratujmy kobiety” i jednoczesnego skierowania do prac w komisji projektu „Stop aborcji”. W październiku 2020 roku głównym symbolem Strajku Kobiet została błyskawica. 


W dniu 22 października 2020 roku Trybunał Konstytucyjny orzekł, że przepis ustawy antyaborcyjnej z 1993 r. zezwalający na aborcję w przypadku ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu jest niezgodny z konstytucją. Zgodnie z art. 4a ust. 1 pkt 2 ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania: "Przerwanie ciąży może być dokonane wyłącznie przez lekarza, w przypadku gdy badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu”. Przepis straci moc wraz z publikacją wyroku w Dzienniku Ustaw. 


Jednak nie agresywna, pełna nienawiści i wrzasku, lecz spokojna, rozważna i wyważona. Dlaczego w obecnych czasach tak ogromną popularnością cieszy się agresja? Odnoszę wrażenie, że im ktoś pokazuje większą ilość negatywnych emocji, tym więcej osób za nim podąża. 


W otaczającej nas rzeczywistości - zarówno wirtualnej, jak i tej realnej, dominują znaki błyskawic, wulgaryzmy, krzyki i wszechobecna agresja. Oczywiście, każdy ma prawo wyrazić swoje zdanie, każdy ma również prawo je zamanifestować, ale róbmy to w kulturalny sposób. Nie godzę się na wyzwiska, rzucanie obelgami, niszczenie mienia, a co najistotniejsze - na atakowanie najważniejszych dla mnie wartości - WIARY. Nie godzę się na to, aby ktokolwiek niszczył kościoły, opluwał księży i siostry zakonne, profanował sacrum. 


Nie jestem w stanie zrozumieć osób, które deklarują się jako katolicy, a teraz dołączają do protestów, ustawiają na profilowe zdjęcia z błyskawicą, tłumacząc to wszystko powtarzanymi już na okrągło sloganami o odbieraniu im godności, podstawowych praw i wolności oraz zmuszaniu kobiet do rodzenia deformowanych chorych „płodów”. Nie jestem w stanie pojąć, jak można jednocześnie twierdzić, że jest się katolikiem i popierać morderstwo jakim jest aborcja. 


Oczywiście, przed polskim ustawodawstwem jeszcze długa droga do zapewnienia godnej ochrony życia od poczęcia do naturalnej śmierci, ochrony najsłabszych, chorych. Dlatego teraz tak bardzo potrzebne są logiczne i dalekosiężne rozwiązania mogące pomóc tym najcichszym i najbardziej potrzebującym. Zdecydowanie bardziej niż rozdzierająca powietrze agresja są nam potrzebne dobroć, spokój i rozsądek. 


Sporą inspiracją do tego artykułu był wpis Natalii Bańczak (@przekroczyćsiebie) zamieszczony na jej profilu na Instagramie. Zgadzam się z jej słowami, w których wyraża swoje obawy na temat prawdziwych motywacji protestujących Kobiet: „Myślę, że dużą częścią Kobiet, które decydują się wyjść na ulice nie kieruje wcale nienawiść, chęć odwetu czy dowalenie Katolom, tylko lęk. «Boicie się, że jesteście zbyt słabe na życie z aż tak niepełnosprawnym dzieckiem». To wypowiedź jednej z Was. Dla mnie jako osoby wierzącej ból, strach nie byłby ani grama mniejszy. Różni nas tylko to, że ja mam od Kogo otrzymać siłę, która często jest ponad tą ludzką. Mam Boga, bez którego wiele spraw w moim życiu byłoby nie do uniesienia.”


Błogosławiony ksiądz Jerzy Popiełuszko powiedział, że „Obowiązek chrześcijanina to stać przy prawdzie, choćby miała ona wiele kosztować. Bo za prawdę się płaci, tylko plewy nic nie kosztują”, a „Każda rzecz, każda sprawa wielka musi kosztować i musi być trudna. Tylko rzeczy małe i liche są łatwe”.


Jako tradycyjna katoliczka, piszę dzisiaj na przekór temu wszystkiemu i mówię stanowcze NIE agresji oraz obrażaniu i dewastowania tego, co najświętsze. A za polskim męczennikiem, bł. księdzem Jerzym Popiełuszko powtarzam: „Mamy wypowiadać prawdę, gdy inni milczą. Wyrażać miłość i szacunek, gdy inni sieją nienawiść. Zamilknąć, gdy inni mówią. Modlić się, gdy inni przeklinają. Pomóc, gdy inni nie chcą tego czynić. Przebaczyć, gdy inni nie potrafią. Cieszyć się życiem, gdy inni je lekceważą”.


I tak jak nas poucza św. Paweł w Liście do Rzymian: «Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj» (12,21).


Dlatego mimo wszystko, życzę wszystkim moim czytelnikom spokoju, opanowania i wyrobienia własnego zdania na ważne tematy, a nie jedynie powtarzania przepełnionych agresją sloganów - czy to z jednej, czy z drugiej strony barykady.


wtorek, 20 października 2020

Pro-life czy pro-choice?

Temat aborcji powraca w Polsce co jakiś czas jak bumerang. Powrócił i wtedy - w okresie (nie ukrywajmy) dość niefortunnym, lecz jakże symbolicznym, bowiem z jednej strony spotykaliśmy się z hasłem „Uratuj komuś życie, #zostańwdomu”, ale również z #piekłokobiet. Dlaczego tak trudno mi zrozumieć, że w dużej mierze te same osoby, które przed chwilą tak żywo wykazywały zainteresowanie zdrowiem i życiem Polaków i ich ochroną przed koronawirusem, od wczoraj walczą o prawo do zabijania? Aborcji nie można nazwać inaczej niż morderstwem. To zabicie człowieka, a co gorsza małego i zupełnie bezbronnego, do tego na tyle perfidne, że dokonane w łonie matki, pod jej sercem, gdzie powinno się czuć najbezpieczniej. 


Jestem PRO-LIFE i się tego nie wstydzę. Celem mojego artykułu nie jest urażenie nikogo, lecz zwrócenie uwagi na problem, jakim jest dezinformacja i ignorancja wielu osób, jeśli chodzi o temat ABORCJI. 


Zwracam się tutaj z prośbą do wszystkich strajkujących kobiet i mężczyzn (bo tak jak mężczyźni mogą popierać aborcję, tak już spotkałam się ze stanowiskiem, że nie mają prawa wypowiadać się w obronie nienarodzonych): przeczytajcie proszę dokładnie założenia projektu ustawy „Zatrzymaj Aborcję” i zastanówcie się jeszcze raz nad swoją decyzją. Ten apel kieruję do moich znajomych, jednak w szczególności tych, którzy studiują lub już ukończyli studia prawnicze - weryfikujcie informacje „u źródła”, nie powielajcie plotek i mitów.


Jestem świadoma, że dla znaczącej większości protestujących jedynym źródłem informacji (a tak naprawdę dezinformacji), które uznają za najbardziej wiarygodne są wpisy takich osób jak Anja Rubik, która na swoim profilu kompletnie przeinaczyła sens zapisów projektu ustawy, stwierdzając, że jego inicjatorzy chcą, aby umarła podczas porodu i zostawiała osierocone dziecko, chcą aby zgwałcona kobieta nie miała wyboru i była zmuszona urodzić dziecko gwałciciela oraz chcą, aby kobiety przez 9 miesięcy nosiły w sobie dziecko wiedząc, że ono umrze tuż po porodzie lub będzie nieodwracalnie upośledzone.


Czy którakolwiek z tych osób sięgnęła chociażby raz do projektu ustawy, przeciwko której tak żywo protestują? Jako kobiecie jest mi po prostu przykro, widząc ile nienawiści płynie z ust i symboli strajkujących w stronę tych, którzy bronią podstawowego prawa wszystkich ludzi - PRAWA DO ŻYCIA. 


Obecnie w Polsce aborcja jest legalna w trzech przypadkach, gdy:

1. stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia matki,

2. istnieje duże prawdopodobieństwo wystąpienia ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu,

3. jest efektem czynu zabronionego (gwałtu lub aktu kazirodczego).


Niestety coraz cześciej odnoszę wrażenie, że niektórzy nie czują nawet potrzeby sięgnięcia do prawdziwego źródła informacji, dlatego czuję się zobowiązana do wyprowadzenia ich z błędu:

1. Projekt NIE uniemożliwi ratowania życia i zdrowia matki w przypadku zagrożenia.

2. Projekt NIE zakazuje aborcji, jeżeli ciąża jest skutkiem gwałtu.

Mnóstwo osób grając na emocjach wykorzystuje przykład gwałtu do forsowania pomysłów dotyczących liberalizacji prawa aborcyjnego, przy czym w 2018 roku był… JEDEN przypadek przerwania ciąży ze względu na to, iż powstała w wyniku czynu zabronionego.

3. Projekt ma na celu ukrócenie aborcji wykonywanych z powodu PODEJRZENIA, że dziecko urodzi się chore lub niepełnosprawne (takich aborcji jest w Polsce ponad 1000 każdego roku, a 25% z nich wykonuje się z powodu wykrycia zespołu Downa).


Podsumowując - co zakłada projekt ustawy „Zatrzymajmy Aborcję”? Zdecydowanie nie zakłada całkowitego zakazu aborcji. Projekt przewiduje wyeliminowanie z dotychczasowej ustawy fragmentu stanowiącego o „możliwości przerwania ciąży ze względu na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu.” Bowiem jak można obiektywnie ocenić czy mamy do czynienia z „dużym prawdopodobieństwem” czy jedynie z podejrzeniem i obawą? To zwrot nieostry. A czy w walce o ludzkie życie jest miejsce na takie zwroty? Według mnie nie ma. 


Zmiana zapisów ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży jest niezbędna dla pełnej realizacji założeń konstytucyjnych, z których wynika m. in. że „Rzeczpospolita Polska zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia” oraz że „nikt nie może być dyskryminowany z jakiejkolwiek przyczyny” (art. 32, art. 38).


Najbardziej zdumiewający w tym wszystkim jest fakt, że te same osoby, które z takim zapamiętaniem walczą o prawo do zabijania nienarodzonych jeszcze dzieci głoszą również hasła o równości, tolerancji i walce z dyskryminacją. Odnoszę niejednokrotnie wrażenie, że osoby niepełnosprawne i chore nie wpisują się według nich w obraz „idealnego świata”. Niestety, prowadzi to do selekcji ludzi na lepszych i gorszych - tych zasługujących by żyć i tych, którzy tego zaszczytu nie dostąpią. Ta myśl nasuwa tylko jedno skojarzenie z historii świata…


Pamiętajmy, że jako kobiety mamy wybór. Nikt nie odbiera nam prawa do decydowania o własnym ciele, jednak od kiego jedno ciało ma dwie głowy, cztery ręce, cztery nogi i dwa serca? Walka toczy się o życie niewinnych i bezbronnych dzieci. Kim jesteśmy, aby decydować kto ma prawo żyć, a kto nie?


Artykuł powstawał w czasie, gdy do pierwszego czytania trafiał ponownie obywatelski projekt ustawy „Zatrzymaj Aborcję”. Niestety, został on ponownie „zamrożony” w komisji. 

Recenzja serialu „Urodzona gwiazda”

Jak wspomniałam już wcześniej, przy okazji recenzji powieści Paulliny Simons „Jeździec Miedziany”, moja nauka języka rosyjskiego zaczęła...